ŁAZY Adventure Club
Nawigacja
Sezon 2010!
  Strona Główna
  Organizator
  Regulamin & Klasy
  Impreza/Program
  Partnerzy Rajdu
  Baza Noclegowa
  Galeria
  Wyniki
  Wyniki Generalne

Sezon 2009

Partnerzy i Patroni

Euroforum Adventure Club

Europharma

Auto Świat 4x4

Highspeed

Quadzik

Rajdy 4x4

Esencja Reklamy

Dadar 4x4

Fedima

Fazi 4x4

Rajdy Off'roadowe
www.lubuski-offroad.pl
www.slaski-offroad.pl
www.polandtrophy.pl
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Relacja medialna

Relacja - Jurajskie Mistrzostwa Off-Road
14 marca 2009


Fragment materiału podsumowującego imprezę opublikowanego w Magazynie SPEED.

Zmagania…
Około 10.20 kolumna pojazdów, składająca się z zawodników, licznie przybyłych mediów oraz organizatorów dotarła do niegowonickiego kamieniołomu. Po drodze budziła niekłamane zainteresowanie wszystkich, których napotykała na swojej drodze. W końcu nie często widuje się długą kolejkę pojazdów terenowych, osobowych i quadów zabezpieczoną policyjnymi radiowozami. Coraz bardziej się wypogadzało. Temperatura nadal nie była wysoka, ale dość mocno operujące słońce sprawiało, że wszyscy poczuli się prawdziwie wiosennie. W kamieniołomie, jak to w kamieniołomie. Niezwykłe i niezależnie od tego, czy przypadające komuś do gustu, z pewnością niespotykane na codzień widoki. Dookoła wzniesienia, pagórki i wystające skały. Wszystko pokryte nigdy nie ścinaną trawą, często kamieniste gdzieniegdzie pokryte błotem, nawet dość grubą jego warstwą. Tu u ówdzie nieliczne drzewa, stosunkowo młode, najczęściej liściaste. Zawodnicy nie mogli wymarzyć sobie lepszego miejsca w połączeniu ze wspanialszą aurą. Zupełnie odkryte i nieocienione tereny, silnie świecące i grzejące słońce – nic, tylko się bawić. Zawodnicy postanowili zapoznać się s trasą przed startem. Oczywiście zgodnie z przepisami przed Rajdem wolno im było wyłącznie poruszać się po niej pieszo, ale i to jest bardzo istotne. Daje możliwość odkrycia naprawdę trudnych miejsc czy odnalezienia czyhających terenowych pułapek. Start opóźnił się w stosunku do pierwotnych planów prawie o godzinę, ale nie można przecież załogom odmówić zapoznania się z trasą – w końcu chodzi o ich bezpieczeństwo oraz oczywiście o wynik. Zawsze przecież istnieje możliwość, że jedni zauważą coś, czego nie dostrzegą inni. To „coś”, może potem pozwolić na zaoszczędzenie cennych sekund.

Jak zwykle, w imprezach rangi mistrzostw, przygotowywanych przez Zespół Poland Trophy, załogi startowały równolegle. Na pierwszy ogień poszły quady. Wszystkie maszyny, dosiadane przez wygłodniałych zabawy rajderów, ustawiono w rzędzie. Komandor przez „szczekaczkę” przypominał o wyłączaniu przed startem silnika i założeniu kasków. Kiedy wszyscy byli gotowi odpalono racę. Jeszcze tylko przez krótką chwilę było cicho i spokojnie. Przez chwilę, potrzebną na odpalenie silników i wrzucenie biegu. To właśnie w tym czasie adrenalina u zawodników wydawała się osiągać punkt krytyczny, którego ujściem było odkręcenie manetki z gazem i puszczenie się w trasę. Kiedy już wystartowali było na co popatrzeć! Wyruszyli pełną parą. Od samego początku wyciskali z siebie siódme poty. Trasa obfitowała w ostre zjazdy, hopki, na których quadowi rajderzy mogli nieco polatać oraz większe i mniejsze kałuże. Niewielkie rozlewisko wodne było szczególnie ciekawe dla widzów – należało się jednak ustawić odpowiednio daleko, aby nie upodobnić się do startujących – od stóp do głów przemoczonych i ubłoconych. Przez całe dwie i pół godziny zawodnicy dawali z siebie wszystko. Oni po prostu to bardzo lubią. Jedynym powodem rezygnacji w trakcie rywalizacji może być poważna awaria sprzętu, której nie da się usunąć w wyznaczonej przy starcie Strefie Serwisowej. Niestety podczas tak wymagających imprez, gdzie widuje się quadziki odwrócone do góry kołami, czy rolujące bokiem, to się zdarza.

Widzowie i kibice dopisali. Z pobliskich miejscowości przybyło mnóstwo fanów off-roadowego widowiska. W charakterze obserwatorów przybyło też wielu off-roaderów z innych, nawet bardzo oddalonych części Polski. Mimo, że, jak mówili, ich pojazdy nie były jeszcze gotowe do sezonu (ciągle stały w warsztatach), to nie mogli nie być na tej imprezie, nie kibicować, nie zobaczyć off-roadowych przyjaciół. Każdy znalazł jakiś idealny punkt widokowy dla siebie – niektórzy ze szczytu kamieniołomu patrzyli na całą trasę, inni wspinali się po skałkach i co chwile zmieniali miejsce aby lepiej i więcej zobaczyć. Jeszcze inni podchodzili do samych taśm ograniczających trasę przejazdu i uwieczniali zmagania robiąc zdjęcia, czy kręcąc filmy. Spora grupa ludzi stała przy samym rozlewisku wodnym czekając na najlepsze ujęcia, niestety nie zawsze udało się im uciec przed ochlapaniem przez przejeżdżające, i nie zważające na otaczających trasę ludzi, pojazdy. Miasteczko off-raodowe tętniło pełnią życia. Komentator relacjonował na bieżąco sytuację na trasie, muzyka płynąca z profesjonalnie przygotowanej sceny, smaczne pyzy do tego ciepła herbata lub coś jeszcze bardziej rozgrzewającego. Piknik trwał! Rajd swoją obecnością zaszczycili: burmistrz gminy Łazy - Maciej Kaczyński, dyrektor miejscowego Ośrodka Sportu i Rekreacji – Konrad Knap, asystentka Pani Europoseł Małgorzaty Handzlik, która wraz z burmistrzem Łaz objęła Patronat Honorowy nad imprezą. Nie brakowało również przedstawicieli mediów, zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich.

Po krótkiej przerwie technicznej pomiędzy startami kolej przyszła na klasy samochodowe. Niezorientowanym należy przypomnieć, że podczas Jurajskich Mistrzostw Off-Road startowały 2 takie klasy – Challenge oraz Advance. Start quadów w pierwszej kolejności był zupełnie zamierzony i dobrze przemyślany przez organizatora. Małe i zwinne czterokołowce są znacznie lżejsze od samochodów i nie czynią swoim przejazdem po błotnej mazi aż takiego spustoszenia jak znacznie masywniejsze i wyposażone w ogromne koła (w porównaniu do quadów) samochody. Gdyby zmagania odbyły się w odwrotnej kolejności quadziarze mogliby mieć nie lada problemy, a impreza mogłaby z szybkiej zamienić się w przeprawową. Obie klasy samochodowe startowały równocześnie i jechały razem, natomiast klasyfikacja była ściśle przypisana do odpowiedniej klasy. Obserwatorzy i tak się zastanawiali jak samochody sobie poradzą, gdzie i jak będą się wyprzedzać i omijać, gdyż trasa była dosyć wąska. Nie brakowało też miejsc oznaczonych podwójnymi taśmami, które, zgodnie z Regulaminem uznane zostały za szczególnie niebezpieczne. W tych miejscach zabronione było jakiegokolwiek wyprzedzanie, czy zatrzymywanie się. Jak się później okazało, wątpliwości i obawy obserwujących były zupełnie nieuzasadnione. Zadziałała znana powszechnie zasada, że dla chcącego nie ma nic trudnego. A na tej imprezie zasada ta działała ze zdwojoną siłą. Po pierwsze wszyscy terenowcy są nastawionymi na zwycięstwo i pokonywanie własnych słabości twardzielami. Po drugie, to była impreza otwierająca sezon i chęć jazdy, zmagań, ścigania się, po całym leniwym i pozbawionym uderzeń adrenaliny okresie zimowym, była już ogromna. Start odbył się równolegle – wszystkie pojazdy zostały ustawione w szeroką ławę. Komandor odpalił racę. I poszli! Już na pierwszym zjeździe można było zaobserwować jakie, wydawało się magiczne, umiejętności posiadają startujący. Załoga z numerem 210 (charakterystyczny czarny Nissan z białą maską) zawiesiła swoją maszynę na hopce blokując część trasy. Zawodnicy nie zastanawiali się długo – prawie natychmiast zaczęli konsekwentnie przecierać inne szlaki aby tylko ominąć stojącą przeszkodę i kontynuować wyścig. Na 50 minut przed końcem wyznaczonego czasu ekipa z Koszalina, jadąca Mitsubishi Pajero, musiała zrezygnować z Rajdu – podczas gwałtownego manewru skrętu zaliczyli dość spektakularnie wyglądającą przewrotkę. Dla ich maszyny to był koniec w tym dniu. Organizatorzy zawsze zwracają uwagę na wszelkie wyposażenie podnoszące bezpieczeństwo i zawsze jest ono skrupulatnie egzekwowane. Tym razem nie było inaczej, a klatka kask oraz zapięte pasy sprawiły że nikomu nic się nie stało. Zgodnie z oczekiwaniami po przejechaniu trasy przez samochody zaczęła ona przypominać fragment Odcinka Specjalnego imprezy o nieco innym charakterze. Koleiny w błotnej mazi stały się znacznie szersze i dużo głębsze.

Po rajdzie...
Po zakończeniu wszystkich przejazdów odbyło się uroczyste ogłoszenie wyników oraz oficjalne wręczenie nagród i pamiątkowych pucharów z pięknie wyeksponowanym, u ich zwięczenia, logo Mistrzostw. Cała ceremonia miała miejsce na, wspomnianej już wcześniej, ustawionej w Off-Road Parku scenie. Nie zabrakło podziękowań oraz minuty dla fotoreporterów.

Najlepszą załogą w klasie Advance okazali się jadący Isuzu Trooperem z numerem 209: Daniel Kania i Andrzej Koniec. W sumie przejechali oni 28 okrążeń. Na drugim miejscu, z wynikiem tylko albo aż o 2 okrążenia gorszym, na metę przybyli Piotr Otawa i Przemysław Puzio jadący Suzuki z przydzielonym numerem 306. Miejsce trzecie z 25. okrążeniami, zajęli: Marcin Kruszewicz i Mariusz Boganow poruszający się czarnym Tomcatem. Ich załoga miała numer 204.

W klasie Challenge załogi plasujące się na trzech pierwszych pozycjach przejechały tę samą ilość 24. okrążeń. W związku z tym, zgodnie z przepisami, wzięto pod uwagę najszybszy czas przejazdu ostatniej pętli. Pierwsze miejsce, z czasem ostatniego kółka wynoszącym 5 minut i 7 sekund, wywalczyła załoga Olaf Chłopek i Tomasz Miksa jadąca z numerem 302 na Samuraju Eleonora evo 9. Miejsce drugie przypadło załodze 303; rodzinnemu teamowi Plackowskich – ojcu Piotrowi i synowi Kubie. Oni zmagali się jadąc również Suzuki Samurajem. Ich czas na ostatnim okrążeniu był gorszy od zwycięzców o 20 sekund, natomiast lepszy aż o 48 sekund od trzeciej w klasyfikacji załogi o numerze 307, w której na Samuraju jechali Grzegorz Tylawski wraz z pilotem Jarosławem Grubą.

W klasie Quad Adventure sytuacja wyglądała podobnie jak w samochodowej Challenge – tutaj również najważniejszy okazał się czas osiągnięty na ostatnim okrążeniu. Pierwsze 3 załogi przejechały po 30 okrążeń. Najlepszy okazał się Witold Stanek z numerem 509. Jemu ostatnie okrążenie udało się pokonać z czasem 4 minuty i 18 sekund. Miejsce drugie, ze stratą z ostatniego kółka wynoszącą 17 sekund, przypadło jadącemu Yamahą Grizzly z numerem 511, Andrzejowi Krawińskiemu. Na miejscu trzecim zameldował się na mecie dosiadający Suzuki Kingquada z numerem 503, Grzegorz Trepka, którego czas był tylko o 1 sekundę gorszy od poprzednika.

Wyniki najlepiej odzwierciedlają atmosferę całej imprezy. Było bardzo ostro i bojowo, poziom umiejętności poszczególnych załóg był bardzo wyrównany, nikt nikomu nie odpuszczał, a walka, w ostatecznym rozrachunku, toczyła się o każdą sekundę, od której zależała kolejność miejsc na pudle. Cała impreza – mimo obaw wielu zawodników, którzy przestraszeni aurą zrezygnowali ze startu na kilka dni przed zmaganiami – była ogromnym sukcesem, zarówno organizacyjnym i sportowym jak również wspaniałą rodzinną piknikową imprezą.


 

Copyright © 2009 EUROFORUM ADVENTURE CLUB
39726 Unikalnych wizyt